Strzeżcie się Wikingów !

Kupcy, rabunki, wojownicy.

 

Miałem do takich miejsc już nie zaglądać, koncepcja multifood nigdy mi nie pasowała, pisałem o tym szerzej w recenzji sieci Marche. Do Wikingów było mi jeszcze dalej, szczególnie, że kojarzyli mi się z rybami, których nie jadam pod żadną postacią. Wolałbym małego palca u nogi stracić niż wziąć do ust to paskudztwo. A poważnie jestem po prostu uczulony.

Wylądowałem w najbardziej popularnym i rozchwytywanym centrum handlowym w Warszawie, chmara ludzi ledwo pozwala przejść, bez dostania łokciem raczej się nie obejdzie. Pech chciał, że tylko tam mieli rozmiar i kolor moich bucików, o dziwo nikt ich nie wykupił.

 

zdjęcie (13)

image

image (1)

 

Przedzieranie się przez tłumy zakupoholików męczy i wywołuje nagły napad głodu, trąby Wikingów nawoływały.

 

wiking 024_Fotor

 

Trochę się zagalopowałem gdyż Wiking to nie do końca multifood, wprawdzie potrawy są gotowe ale nie kupujemy ich na wagę i nie nakładamy sami.

 

wiking 011_Fotor

wiking 012_Fotor

wiking 014_Fotor

wiking 016_Fotor

wiking 017_Fotor

wiking 019_Fotor

wiking 021_Fotor

wiking 026_Fotor

 

Na szybko zamówiłem zupę jarzynową, pierś z kurczaka w płatkach kukurydzianych i młodą kapustę – w końcu prawie już lato.

 

wiking 028_Fotor

wiking 031_Fotor

wiking 033_Fotor

wiking 036_Fotor

wiking 038_Fotor

wiking 039_Fotor

 

Głównym problemem multifoodów jest zimne, zleżałe jedzenie, władcy mórz inaczej to sobie wykombinowali, mianowicie wybrane potrawy nakładają na talerz, a potem hyc do skitranej pod ladą mikrofalówki. W zasadzie nie mam nic do mikrofali, sam jej w domu używam, tylko, że gdy włożymy do niej kotleta i nastawimy na dłuższy czas panierka zacznie odpadać. A jeśli jest jej dużo a kotlet sam w sobie jest tłusty jak mleko prosto od krowy, otrzymamy efekt widoczny na zdjęciu. Kapusta również przegotowana, jałowa, niedoprawiona, za mało koperku. Zupa wodnista ale i tak stanowiła najmocniejszy punkt programu. A teraz niespodzianka :

 

wiking 032

 

Tadam ! trzy dychy za dokładnie trzy prawie nie jadalne potrawy. Kotlet, kapusta, zupa – bez ziemniaków, surówki, kaszy. Nie mam pretensji bo ceny były widoczne, tylko i wyłącznie moja wina. Jadam praktycznie codziennie na „mieście” w różnych przybytkach, galeriach ale takiego numeru jeszcze nie widziałem.  Gruba przesada co ?

Reasumując.

Wiking ma kilka „okienek”, są w Złotych Tarasach, Klifie, Blue City, Placu Unii, Arkadii. Na blogu rzadko krytykuję, z założenia wolę pominąć wpis, chcę aby było miło, przyjemnie i wiele miejsc godnych polecenia.

Gdyby lokal skandynawskich wojowników znajdował się gdzieś na drodze do Pułtuska pewnie dałbym spokój.

Omijajcie szerokim łukiem, już nawet kij z cenami, jakość fatalna i czapki z głów przed kimś kto wpadł na zacny pomysł by jeszcze tego rodzaju posiłki „przegrzewać” w mikrofali, nie podgrzewać tylko doprowadzać do wrzenia. Madzia na pewno by się nie podpisała.

Ich FanPage.

Jeśli już chcecie do „Wikinga” to w Łebie przy Kościuszki jest genialna tawerna o takiej nazwie. Działają od wczesnych lat 90tych i raczej zwyczajny turysta tam nie wchodzi. Miejsce kapitanów kutrów, rybaków, marynarzy. Robią przepyszne nóżki, żurek, szaszłyki, białą kiełbasę. O rybach z wiadomych względów się nie wypowiem. Wspaniała atmosfera, klimat opowieści, historie o 100 kilowych złowionych sumach i zawsze zmrożona wódka.

 

Polub nas na facebooku

Polub Strefę Konsumenta na Facebooku