Poranna Orientacja.

Jadłodajnia azjatycka.

Są takie poranki gdy w głowie szumi pierwsza i chyba ostatnia piosenka zwyciężyni Idola, małej pstrokatej blondynki, „trititi tratata i jajecznica”, czy jakoś tak. Najgorsze jak w lodówce nie ma jajek, szynki, pomidorów i szczypiorku. Z domu się wychodzić nie chce, zatem trzeba zamówić coś na szybko.

Czasem  pomaga sieciowa pizza.

da 037_Fotor

Czasem z pomocą przychodzi Mr. Mak.

orient 038_Fotor

A czasami do drzwi zapuka Pułkownik Sanders.

orient 011_Fotor

Ale czym byłoby jedzenie na dowóz bez chińszczyzny? Wiadomo najlepsza w pudełeczku jak na amerykańskich filmach. Swoją drogą była sieć w Polsce, bodajże Noodle w Poodle, która takie pudełeczka oferowała, zresztą i obecnie wszystkie Thai Woki mają kartoniki w ofercie.

W Warszawie azjatycka kuchnia kojarzy się głównie z popularnymi ” chińczykami”, o których wielokrotnie już pisałem. WokCo tuMI-haZen Thai. I wszystkie były bardzo znośne, no może oprócz Zen Thai.

Niedawno odkryłem nowy azjatycki lokal Orientacja, którego założeniem jest przygotowywanie dań bez użycia glutaminianu sodu, głębokiego tłuszczu i wszystkich tych azjatyckich sztuczek dzięki, którym wszystkie posiłki smakują bardzo podobnie. Zlokalizowany jest przy ulicy Brazylijskiej na warszawskiej Saskiej Kępie, drugi lokal mieści się w Konstancinie.

Mają też swoją „misję i wizję”

orient 026

I bardzo ładnie, choć misję to raczej ma James Bond, a wizję często miewam ja, ale o tym pisać nie będę. Skupmy się zatem na kuchni, najpierw menu, które nie jest co cieszy zbytnio rozbudowane.

orient 024

orient 025

Zamawiam sajgonki oraz kurczaka w sosie słodko kwaśnym, ryż zamieniam na makaron sojowy. Płacę online 26 pln.

da 052_Fotor

Sajgonki.

da 056_Fotor

da 058_Fotor

da 061_Fotor

Nie wiem na ile to wpływ ich „misji” i tych wszystkich słów o zdrowych sposobach przygotowania, ale rzeczywiście czuję jakby sajgonki były mniej tłuste. Mogę jeść je rękami, przyjemnie chrupią, farsz nie jest w sztos zmielony, widać pojedyncze składniki. Otrzymuję do tego zupełnie inny sos, taki nie „chińczykowy”. To znaczy nie „ostry” lub „słodko kwaśny” a bardziej przypominający salsę ze świeżych składników, ogromny plus. Surówka pozbawiona jest takiego słodkiego posmaku jak zwykle w wietnamskich budach, smakuje bardziej jak „nasza” biała kapusta. Mi to odpowiada.

Kurczak w sosie słodko kwaśnym.

da 053_Fotor

Ogromna porcja zarówno makaronu jak i kurczaka. Spokojnie dla dwóch osób. Również jak w przypadku sajgonek mam wrażenie, iż jest jakby inaczej aniżeli u standardowego „chińczyka” Nawet warzywa mają inne kolorki. Widać, iż przywiązują uwagę do detali. Smakuje jak na ten rodzaj kuchni bardzo dobrze. A czy jest rzeczywiście tak zdrowo? Nie wydaję mi się, choć czasami warto się okłamać.

Podsumowując, poziomem według mnie nie odstają od znanych mi topowych „chińczyków” w Warszawie, a jak dodamy całą otoczkę i bezpłatny dowóz, robi się jeszcze przyjemniej.

Ich FanPage.

 

Polub nas na facebooku

Polub Strefę Konsumenta na Facebooku