Pan Rurka, czyli historia pewnego chuja.

Karma wraca.

 

Zazwyczaj nie piszę negatywnych recenzji, raczej pozytywne i neutralne. Wolę polecać lokale niż robić szejki z błotem, generalnie publiczna krytyka nigdy nie wyszła nikomu na dobre. Chyba, że ktoś najzwyczajniej w świecie oszukuje i robi ze mnie idiotę, a w zasadzie z siebie, bo ze mnie nie trzeba.

Sytuacja miała miejsce kilka miesięcy temu, wiedziałem, że ją prędzej czy później opiszę – brakowało mi tylko jednego czynnika. Że lokal zbankrutuje byłem pewny – to tylko kwestia czasu, takie skurwysyństwo na rynku nie może przetrwać zbyt długo. Stało się.

A co się w ogóle wydarzyło i skąd moja niechęć ? Historia krótka i nieskomplikowana.

W pogodną niedziele spacerowałem z chrześniakiem po warszawskiej starówce, słońce świeciło, pachniało zielonym bzem.., wnet mały zobaczył plakat przedstawiający rurkę z kremem..

– Wujek, wujek mam ochotę na rurkę.

– Ekstra, idziemy kupić.

Widok roześmianej twarzy dwulatka bezcenny.

– Dzień dobry, poproszę rurkę, tylko proszę nie nabijać jej kremem bo chrześniak nie lubi..

– Nieeee, sprzedaję tylko z kremem !!

– Przepraszam, chyba się źle wyraziłem, zapłacę jak za całość, proszę tylko aby Pan nie napełniał jej bitą śmietaną.

– Nie sprzedam !!! Tylko z kremem !

– To proszę dać mi ten krem oddzielnie skoro to takie ważne, albo wyrzucić, cokolwiek – chcę samego wafelka dla dziecka ( mały już bez uśmiechu, zdezorientowany – w ciągu swojego dwuletniego życia wielu baranów nie poznał).

– Nie dam, tylko rurka z kremem !

– A zapiekanki też nie dostanę bez ketchupu ?

– Zapiekanka może być bez ketchupu ! Rurka z kremem !

No kurwa, jaja sobie ze mnie robi pomyślałem. Mały coraz mocniej ściska moją rękę.

–  Dobrze, eleganckie ma Pan poczucie humoru, pośmialiśmy się, proszę 5 pln, reszta dla Pana, zabieram wafelka.

– Nieee, nieeee. nieeeee, da mi Pan spokój, nie sprzedam.

Niech mnie ktoś uszczypnie.

– Pan jest właścicielem tego lokalu ? Pracuje Pan tu ? Chciałbym wiedzieć kto jest dzisiaj na zmianie.

– Ja jestem szefem i to ja decyduje, nic Panu nie powiem.

 

  Przemilczę – mnie to nie dotyczy. Znieczulica społeczeństwa.

 

brooklyn 109_Fotor

 

Odwróciłem się do siedzących klientów, dwóch policjantów jedzących lody i trzech studentów ( chyba polibudy) wcinających zapiekanki.

– Panowie, czy ja śnię ? ukryta kamera ? mamy cie? ajem sorry ?

Policjanci spierdolili twierdząc, że to nie ich sprawa. Spoko może i dobrze – nie spodziewałem się cudów.

A studenci, przyszłość naszego narodu – to mnie chyba wkurwiło najbardziej.

– Ten Pan ( sprzedający) ma rację, a Pan tylko robi problemy, nie chce sprzedać to nie.

Odezwał się jeszcze jeden, wskazał go kolega – taki niby ” pan prawnik – po pierwszym semestrze”, próbując cytować jakieś pierdoły – ” bo kolega wie, kolega prawnik..”

Oki ty wpierdalaj zapiekankę i wytrzyj brodę ujebaną sosem, a ja opuszczam ten cyrk. Oczywiście na głos nie wypowiedziałem..

Sprawdziłem barana, rzeczywiście był właścicielem tej budy, która długo funkcjonowała przy ulicy Miodowej. Zapewne dostał w spadku gdyż miał na oko koło trzydziestki i nie mógł jej prowadzić w latach 90tych.

Tu nie chodziło o głupiego wafelka, ale o wafelka w tej konkretnej chwili, rurkę, którą obiecałem dziecku – a wyszedłem z niczym.

100 metrów dalej znalazłem inną, tym razem sieciową „lodziarnie” mającą w ofercie rurki z kremem. Trochę zawstydzony poprosiłem o rurkę bez kremu.

Oczywiście otrzymałem, gdy kładłem pieniądze usłyszałem :

– Pan się nie wygłupia, to tylko wafelek – jaki słodki chłopczyk ( nie ja, chrześniak :)) – trzymaj balonika – niebieskiego? czerwonego ?

– Bardzo dziękuję, proszę uwierzyć to nie tylko „wafelek”.

Nazwy tego miejsca nie podam, gdyż jeszcze jakieś podatki od darowizny im dowalą, a ja niedźwiedzią przysługę..  W każdym razie spędziliśmy tam całe popołudnie w większym gronie – jedząc lody, gofry, pijąc kawę.

Jaki jest morał tej historyjki?

Nie warto być chujem, a na pewno nie dla dziecka.

Polub nas na facebooku

Polub Strefę Konsumenta na Facebooku