Nie wierz zawsze kobiecie, o tym jak wylądowałem w Parczewie.

Warszawa- Białystok - Lublin.

Na początku nowego roku chciałem załatwić wszystkie zaległe sprawy w Białymstoku i Lublinie, a żeby nie marnować czasu ustaliłem, iż oba miasta odwiedzę tego samego dnia. Wyjechałem z Warszawy po godzinie 5 ( normalnie dla mnie to środek nocy) i zgodnie z przewidywaniami dojechałem do Białegostoku około godziny 8. Gdy oddali do użytku obwodnicę Zambrowa, droga jest całkiem przyjemna. Wszystko poszło po mojej myśli i gotowy do dalszej jazdy byłem już koło 14. Ze stolicy Podlasia do Lublina bezpośrednio jechałem ostatnio jakoś latem, pamiętam, iż przez wioski, lasy. Cisza, spokój, ptaszki śpiewały.

Wiadomo jak jeździ się w zimie, szczególnie gdy zawiewa śnieg. Wcześniej na śniadanie wypiłem kawę i zjadłem tylko jabłko. Postanowiłem jak najszybciej dojechać do Lublina, trzymając się znaków plus nawigacji, i tam na spokojnie zjeść obiad. Wszystko byłoby w porządku gdyby po 30 minutach jazdy między drogą wskazywaną przez znaki, a głosem Zuzi z nawigacji nie wynikły rozbieżności. Zuzka nie raz ratowała mi skórę, zatem wybrałem jej najszybszą trasę.. Po kilkunastu kilometrach na drodze spotkałem samotną koleżankę..

 

stasz 026_Fotor

 

Potem było już tylko gorzej, zaczęło się ściemniać, śnieżyca nie ustawała, wjechałem w polne nieprzejezdne o tej porze roku drogi. Pourywane konary drzew, ciemno, zimno, wilki jakieś, a do tego kończyło się paliwo. „Updateowałem” Zuzię bo przygód jej się zachciało, a ja na takie nie miałem już więcej ochoty. Tym bardziej jej się to nie spodobało, gdyż chciała zawrócić mnie o 100km w kierunku Bielska Podlaskiego. A zatem musiałem zdać się na swoją intuicję i sam odnaleźć główną drogę, a przede wszystkim stację benzynową. Nakręciłem się mocno, aż w końcu wyjechałem, w zasadzie nie wiedziałem za bardzo gdzie, ale droga była już w miarę czarna, a w oddali zobaczyłem stację. W międzyczasie Zuzka odzyskała rozum, a mnie już ssało w żołądku.

Najbliższym zajazdem okazał się Bis w Parczewie, z którego do Lublina miałem już tylko 60km.

 

stasz 029_Fotor

stasz 030_Fotor

 

Wyglądał na taki w którym w łeb raczej nie dostanę.

 

stasz 028_Fotor

 

Choć oprócz dzieciaków grających w coś w rodzaju fliperów, było pusto.

 

stasz 035_Fotor

stasz 036_Fotor

 

Okrąglak, drewniane ławy, kiczowato ale czysto. Szybki rzut okiem na menu.

 

stasz 034_Fotor

stasz 032_Fotor

 

Bardzo tanio, zamawiam zupę pomidorową, pierś z kurczaka, zestaw surówek, warzywa gotowane, płacę coś koło 12-14 pln.

 

stasz 038_Fotor

stasz 037_Fotor

stasz 039_Fotor

 

W zdecydowanej większości tego typu nowo odkrywanych miejsc, zwykle mam nadzieję się nie zatruć. No chyba, że znam Zajazd, jest mi polecany lub widzę masę zaparkowanych aut. W Bisie było wszystko całkiem smaczne, najadłem się do syta za niewielkie pieniądze. Do Lublina dojechałem już spokojnie, wprawdzie miałem nocować w hotelu, ale przypomniałem sobie, iż o 2-30 jest dobry mecz NBA, także zdążyłem wrócić do Warszawy.

Nie wiem czy bym się zatrzymał w Zajeździe Ibis gdyby nie wcześniejsze przygody, z daleka raczej nie zachęca. Ale dobrze się stało. Jak będziecie blisko Parczewa, śmiało polecam.

 

Ich FanPage.

 

 

 

 

 

Polub nas na facebooku

Polub Strefę Konsumenta na Facebooku